A jednak zaczynamy!

A jednak zaczynamy!

Tego się nikt nie spodziewał. Czego? Tego, że ogłoszone w połowie marca, wymuszone epidemią zawieszenie zajęć szkolnych – które zrazu trwać miało tylko dwa tygodnie – przeciągnie się do końca poprzedniego roku szkolnego. Tego, że przez ponad trzy miesiące normalną naukę, zwykły, codzienny kontakt z koleżankami, kolegami, nauczycielkami i nauczycielami będzie musiał zastąpić ekran komputera. Że będziemy mieli – jak mówią złośliwi (oczywiście nieprawdziwie) – prawie pół roku wakacji. A im dłużej to wszystko trwało, tym częściej dało się słyszeć głosy, że się nie uda, że we wrześniu czeka nas powrót do szczerze już przez wszystkich znienawidzonej nauki zdalnej.


A jednak nie – jednak zaczęliśmy. Inaczej niż zwykle – krócej, ostrożniej, w podziale na grupy, w maskach i rozsiewając wątpliwej urody woń środka dezynfekującego. Na pierwszy rzut oka mogliśmy się wydawać trochę bardziej powściągliwi, zdystansowani, niepewni – ale przecież to pozór. Przecież nigdy nie czekaliśmy na początek nowego roku szkolnego z takim utęsknieniem jak teraz.
No więc zaczęliśmy. I mamy nadzieję, że z Bożą pomocą skończymy tak, jak zaczęliśmy: w murach szkoły.