Serio – bardzo fajny. Na tyle fajny, że pewnie wielu z nas nie zorientowało się, że to on – najważniejszy z pijarów. Bo gdy tak chodził przez cały dzień po szkole – mieszając się z głośnym tłumem uczniów na przerwach, zagadując animatorów i nauczycieli, uśmiechnięty, skromny i bezpośredni – nie miał w sobie nic z tego, co moglibyśmy kojarzyć z Generałem Zakonu Pijarów. A najłatwiej mogli go rozpoznać ci, którzy pofatygowali się na zwyczajową poranną Mszę Świętą – którą o. Carles Gil celebrował wespół ze swoim asystentem, o. Jackiem Wolanem, i prowincjałem Polskiej Prowincji Zakonu Pijarów, o. Mateuszem Pindelskim.
I nie tylko celebrował, ale też śmiało wszedł w rolę kaznodziei – przybliżając nam po angielsku sens przeznaczonego na ten dzień fragmentu Ewangelii, ale też rozpoznając niektórych z nas po imieniu, udowadniając tym samym, że sensem naszej pijarskiej wspólnoty jest przede wszystkim najgłębiej chrześcijańska serdeczność.